Nowa Kurwa Mać

Interesujące procesy myślowe zachodzą w mózgu niedotlenionym treningiem. Może już zresztą do reszty zdresiałem mieszkając tyle lat na owianych złą sławą Bałutach. Doszedłem jednak do wniosku jednoznacznie popartego moim niewzruszonym przekonaniem, że przemysł motoryzacyjny w kraju podupadł nie z powodu wrogości zagranicznych koncernów, braku wsparcia państwa, czy nawet nieudolności inżynierów. On upadł z braku nazwy. Skoro słynny już Mitsubishi Pajero, co po hiszpańsku oznacza onanistę, stał się kultową wpadką, to nie jest to kwestia bez znaczenia.

Otóż wyobraźcie sobie państwo mieszkańca Krakowa, który kupuje Warszawę. Czy robi to z niesmakiem? Z niesmakiem. Czy robi to w ogóle? Jeśli musi. Z drugiej strony, czy Warszawiak kupiłby Lublina? On, stolicznyj, światowyj, kupić by miał prowincjonalnyj automobil? Ni chuja, powiadam.

Polski samochód powinien odzwierciedlać polskość. Duszę naszą. Nasz kraj. I nie może się nazywać Wisła. Nie może Odra. Nie może Bałtyk. Polski samochód powinien się nazywać Kurwa.

Mam już nawet gotowy zestaw modeli.

Kurwa Wściekła – model sportowy dla czterdziestolatków, tylko czerwony kolor, luksus i szybkość.

Kurwa Jebana – model sportowy dla dwudziestolatków, kabrio, ale z daszkiem, by wygodnie pojebać na parkingu.

Kurwa Mać – model rodzinny, flagship marki.

Wyobrażacie sobie reklamy? Nowa Kurwa Mać – już od czterdziestu dziewięciu tysięcy dziewięciuset złotych.